Say it!

*about* book* fav*



4 miesiące.

niedziela, 7 lutego 2010 12:42:03
Cześć.

Minęły prawie 4 miesiące od mojej ostatniej notki.
Czy to dużo? Nie wiem. Szkoła mnie pochłonęła, zajęła mnóstwo czasu.
Co do czasu.
To wszystko upłynęło nadzwyczaj szybko. Znowu. Już mamy luty.
16-ego grudnia wyleciałam do Stanów Zjednoczonych. Sama. Na święta. Byłam tam 3 tygodnie.
10 dni spędziłam na pięknej i gorącej Florydzie. To był raj dla ciała i duszy. Należało mi się to, moim skromnym zdaniem. Poznałam wielu ludzi, w większości Amerykanów. Fascynuje mnie ten kraj i ich zwyczaje. To był mój drugi raz w USA i mam cichą nadzieję, że w wakacje tam wrócę. Co prawda nie na Florydę, ale do Chicago. Zostawiłam tam kilka niedokończonych spraw.. W tym kogoś. Ale o tym kiedy indziej.

Cóż. Nic więcej interesującego się nie zdarzyło w moim życiu. W szkole idzie mi dobrze, a nawet bardzo dobrze. Pierwszy semestr zakończyłam z najwyższą średnią w klasie- 5.0. Owszem, jestem z siebie zadowolona. Ale to oznacza więcej nauki w tym półroczu. 5.0 nie wystarczy żeby dostać się do renomowanego LO w Krakowie, co jest moim marzeniem.

Asia jest w szpitalu. Przez ostatnie 2 tygodnie wymiotowała. Organizm nie przyjmował już pokarmu. Jestem... Załamana.. I wciąż o niej myślę.

Dokończę później. Jadę z rodzicami do Krk.

Xoxoxo,
Anb.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#12

piątek, 18 września 2009 21:19:22
Telepatia?
A może stara miłość nie rdzewieje ?


Asia siedzi mi w głowie.. Jej twarz, jej nogi.. Jej wystające kości. Czy taka chcę być?
Tak się chyba musiało stać.. Musiałam sobie kiedyś uświadomić, że mój teraźniejszy sposób życia, może doprowadzić do nieoczekiwanych skutków.
Chcę się czuć dobrze we własnym ciele.
A do tego brakuje mi już tylko 4 kg.
12 za mną, 4 przede mną. I mam nie dać rady? Dam.
I obiecuję, że na tylu poprzestanę. 48 kg i STOP. A jak będę miała ochotę schudnąć więcej, zabrońcie mi. Liczę na Waszą pomoc. Nie chcę być.. TAKA.



Pozdrawiam,
Ana.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#11

piątek, 18 września 2009 15:52:43
Ach taaak.
wiem, że będzie dziś krótko, ale miałam taką jakby nagłą potrzebę podzielenia się z Wami dzisiejszym (nudnym) dniem.
Otóż. Rano mama stała nade mną, dopóki nie zjadłam kanapki słonecznikowej z szynką.
Dwa. Spr. z niemieckiego.
Trzy. Informatyka. Albo jej brak. Byliśmy w Biedronce całą klasą ^^
Cztery. Fizyka. Zadania. Banały.
Pięć biologia. Plewiliśmy (?) ogródek ;D
Sześć. Matma. Fuuunkcje :D
Siedem. Następna matma.
Osiem. Czekanie na mamę.
Dziewięć. Lewiatan.
Dziesięc. Ryyyba (;/)
Jedenaście. Blog ^^
Dwanaście. Idę do kościoła, na spotkanie. Bierzmowanie..
A reszta później ;P
Ach. i waga pół godziny temu- równiutkie 52 kg. a rano było więcej.



wtf ?

Paaaa .
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#10

czwartek, 17 września 2009 21:33:38
hej (;
znów mnie tu długo nie było..
ale jest szkoła.. zajęcia.. kółka.. nauka..
naprawdę mam masę wszystkiego.

no ale.
dziś rano waga pokazała 51,7 kg. o 3,7 kg za dużo.
łącznie schudłam 12,3 kg. od lipca. szybko?
i co z tego. ważne, że nie tyle ile chcę.
no i pojawił się niestety kolejny problem pt. rodzice. uwzięli się, że będą pilnować żebym jadła. wyznaczyli mi harmonogram..
rano, kromka chleba. w szkole jabłko. na obiad mięso z drobiu plus surówka, wieczorem owoc albo jogurt. razem, ok. 700/800 kcal. tyle to ja zjem w ciągu dwóch dni, a nie jednego. ja zacznę jeść, przytyję. a muszę schudnąć.
dziś koleżanka mamy zrobiła mi 'burzę mózgu'. nagadała się przez pół godziny, że źle robię, bla bla bla.. Taaa. nie zamierzam jej słuchać. nawtykała mi, że mam worki pod oczami, że to nie ta sama Ania, co była przed miesiącem.. No tak. tylko wtedy ważyłam chyba z 6 kg. więcej.
nie zjem tyle co mi będą kazać.. A jeśli nawet, to będę tyle ćwiczyć, że to spalę. Więc widzicie, że łatwiej jest jeść mniej, i mniej się męczyć ćwiczeniami.
A swoją drogą na jedzenie nie mam najmniejszej ochoty.

Ach. Zapomniałabym. Mama stosuje od pięciu dni dietę białkową i schudła 3,5 kg. I gdzie ta sprawiedliwość? Ona chce żebym wyglądała gorzej od niej. Jestem tego wręcz pewna.

No taak. A ostatnio, jak idę do łazienki po tym jak COŚ zjem (pod PRZYMUSEM), to stoi pod drzwiami.. Droga mamo. Nie jestem bulimiczką. Nie prowokuję wymiotów, oj nie. Także daj mi spokój jak chcę umyć ręce, ok ?



Okej. Tyle o tym.
W szkole.. Nic. We wtorek było zebranie. Taak. Mama w piórka obrosła jak się nasłuchała o córeczce. Wybaczcie, ale na szkole mi zależy. Dlatego mam najlepsze oceny w klasie.
Co się z tym wiąże? Bycie idealną. Do tego brakowało mi tylko odpowiedniej figury.

Ach, jestem tylko niezadowolona z mojej odporności.. Środek września, a ja jestem choora. Masakra. Katar, kaszel.. Wszystko. Hmm. A temperatura jest bardzo OBNIŻONA. 35,2 C .


Kończę.. Chyba się zabiorę po raz kolejny za Romeo i Julkę . :D

(-Anka, chodź coś zjeść! - powiedziała.
-Niedoczekanie.)
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#9

środa, 9 września 2009 20:32:11
Waga nadal ta sama ;/ Nie mogę schudnąć. Serio jem mało, do tego mam dwugodzinny wf, co dwa dni, i ćwiczę na orbiterku. A waga się nie rusza. Proszę, błagam. Jeszcze tylko kilka kilo. Naprawdę NIEDUŻO. Ech.
Złapałam w szkole dwie piątki z odpowiedzi. Z polskiego i fizy. Wesoło (;
No i zostałam przewodniczącą klasy. Serio, uwierzcie, ja się do tego absolutnie NIE PCHAŁAM. Taki jeden czub zgłosił moją kandydaturę. A klasa wybrała z przewagą chyba z 15-stu głosów mnieee. Taaak. Nie chciałam przyjąć tej jakże 'zaszczytnej' funkcji, ale moja 'ukochana' wychowawczyni zaczęła robić mi wyrzuty, że takich rzeczy się nie odmawia, że aplauz klasy był tego przykładem, że to ostatni rok gimnazjum i warto się pokazać, że to takie piękne, że klasa zaufała mi po jedynie pół roku z nimi bla bla bla. Ostatecznie zgodziłam się. No tak. Ja to traktuję jako pracę kozła ofiarnego, no ale ...
Jestem w trakcie czytania Intruza <3 Aaaaa ! Kolejny bestseller Stephenie !
Całusy ;*


Ps. 09.09.09 dziś (;
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#8

niedziela, 6 września 2009 11:20:43
Cześć ;]
Zacznę może od wagi.. 52,5 kg. schudłam 11,5 kg.
Oczywiście, zawaliłam tydzień temu dietę, idąc nocować u Natalki. Po prostu nie umiałam sobie odmówić tych nachos z sosem czosnkowym, czekoladowych wafelków, popcornu, biszkoptów i lodów. Chwała, że nie spróbowałam bitej śmietany. I co? Oczywiście kilo w przód. Walczyłam z nim tydzień i jest. Wróciłam do punktu wyjścia. Teraz jest szkoła, więc liczę się z tym, że będę musiała przyjmować trochę więcej pokarmów niż zazwyczaj. Do 45 kg jest jeszcze trochę..
W szkole chyba wszyscy zauważyli, że w te wakacje schudłam. Widziałam te zazdrosne spojrzenia, rzucane przez koleżanki, którym się w te dwa miesiące trochę przybyło. Teraz słyszę teksty pt. "Anja, jak ty schudłaś!", albo za moimi plecami szepczące głosy. No i bym zapomniała.. Dziwne spojrzenia chłopców. Szczerze, nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona. Zaczęli mnie traktować.. Inaczej. Wiecie co o tym myślę? ŻE JEST TO S-T-R-A-S-Z-N-E! Taaak. Wczoraj byłam z mamą w Galerii Krakowskiej. Kupiłam sobie "Intruza" S.Meyer. Zaczęłam czytać. Świetna <3
NIENAWIDZĘ MOJEGO BRATA !
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#7 c.d.

środa, 26 sierpnia 2009 20:28:06
Cześć wam ponownie :D
ahm. a więc kupiłam prawie wszystko :D oprócz jakiś kolorowych żeli i zeszytu do religii. Ok, i cyrkla. A w piątek zamierzam wybrać się do Metal Shop'u po nowe naszywki :D
Taak. Było cholernie gorąco, ubrałam się jakby było 20st. Tak tak. Zwariowałam.
Może nie nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale ręce- owszem. O dzięki, że byłam z bratem, bo poniósł zeszyty i bloki A4. Czemu o tym piszę? Bo mi przypadły 4 razy A3. O masakro. Ale jakoś dotarłam do domu. Co mnie zastało? Ach, moja mama przyrządziła specjalnie dla mnie (pff) dietetyczne warzywka na patelni z filetem z kurczaka bez panierki. Stała nade mną z tatą, dopóki nie zjem. To było, wybaczcie, ale zabawne. Serio. Siedziałam chyba z tym przez 20 minut.. Serio nie mogłam już. Jak się odwracali, dawałam bratu na talerz :D Ludzie, on ma 10 lat, a je tyle co mój tata. Ok, przesadziłam, ale porównywalnie.
A później. Zrobiłam ze sto brzuszków, rowerek nogami i kilka nożyc. Kilka, ponieważ mięśnie mi się prawie paliły. Zrobiłam sobie półgodzinną przerwę, i poszłam pojeździć na Gazelle. Spaliłam 510 kcal. No i dobrze. Zamierzam spalić jeszcze więcej robiąc brzuszki :D
A jutro znów do szkoły. Ach, próba trwa 20 minut, a 40 czekami na nauczycielki. O zgrozo niemiłosierna. Byli Kuba i Maciek- jak zwykle mają odstawiać cyrki w części artystycznej.. Ewka, która jest chyba ode mnie grubsza (; Dominika, za którą nie przepadam. Toleruję ją po prostu.. Olka, mój wróg no. 1 do czwartej klasy podstawówki.. I kilka osób z drugich klas.. Łatwo przyszło mi się przyzwyczaić, że jestem już w trzeciej. Albo dopiero.. Patrząc z perspektywy czasu, to wszystko tak szybko minęło. Stanowczo ZA SZYBKO.
Niby lubię moją szkołę, ale brakuje mi w niej najlepszej przyjaciółki.. Taak. Wiem. Możemy spotykać się po lekcjach bla bla bla, ale to już nie to samo.. Dorośnij Anabells! Tylko po co? Nie mogę zostać wiecznie dzieckiem? Boję się odpowiedzi.. Tak samo bardzo jak tego roku.
Ciesze się jedynie na myśl, że za rok, o tej porze, będę sobie w Stanach Zjednoczonych z ludźmi, za którymi tak tęsknię. Patrząc na krajobraz, który tak kocham. Wdychając powietrze, które dodaje mi sił. Czując się idealnie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#7

środa, 26 sierpnia 2009 10:40:54
Hej hej ;]

A więc.. Dziś jest już 53 ;D ahhh. wczoraj zjdłam nektarynkę, jabłko i wypiłam activię. Dziś, jak na razie jabłuszko. ;D Zamierzam tak jak wczoraj ;D
Na 11.00 mam być w szkole na próbie.. Masakra ;/
A później z bratem idę po książki, zeszyty etc. Wiem, wiem. na ostatnia chwilę.. Ale nie chce mi się strasznie tego kupować ;/
Od rodziców dostanę prawdopodobnie nowy telefon ;D Była jeszcze rozmowa na temat laptopa, ale co do tego nie jestem pewna ;D Bo tata zepsuł mi starego, stwierdził, że jak go naprawi to weźmie sobie, a mi kupi nowego ;D . Taaaak ^^
Lecę. ;p
napiszę wieczorem. Całusy ;*


Ach, to 11 kg. (;
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#6

wtorek, 25 sierpnia 2009 11:14:41
Dzień dobry ;]
A więc. Z okazji swoich piętnastych urodzin, los podarował mi -10kg. Och. Stanęłam rano na wadze i.. 54 ! Aaach. To jedyna dobra wiadomość. Dziękuję za życzenia, nie wiem jak na nie odpiszę :D nasza-klasa komentarze ;p
a poza tym jest mega beznadziejnie. Mama krzyczy na mnie odkąd się obudziłam. Tata tak samo. Atmosfera jest anty. Wgl. jest beznadziejna. Może to się zmieni. Mam taką nadzieję. Nikłą, ale mam.
Życzcie mi wszystkiego naj. Dużo kilogramów mniej. :D
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#5

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 21:12:03
Wróciłam. Jaka ? Mówią, że znowu schudłam.. Ach, w rzeczywistości pół kilo, ważąc się po południu. Czyli kilo rano. Miejmy nadzieję. Cóż. Liczyłam na więcej. W końcu zrobiłam prawie 100 km. na nogach.. I jadłam tyle co nic. Chodziłam słaba.. Ale szczęśliwa. Chciałam jak najwięcej zrzucić.. Mama mówi, że tkanka tłuszczowa po prostu zamieniła się w mięśnie.. Czy to prawda? Ach, próbuję w to wierzyć. Chcę jeszcze chociaż 2 kg ubyć. Tak. To chyba dobrze.. Właściwie, 2 kg do końca wakacji. Ale muszę znów zacząć przyjmować Lineę. Przepraszam.. Ale wiem, że inaczej nie dam rady. Z nią, za każdym dniem, waga pokazywała mniej.. Obiecałam sobie i mojej przyjaciółce, że z nią skończę.. Ale obietnicą, jak to się mówi, są po to, żeby je łamać.
A dziś.. Spędziłam kilka godzin w samochodzie, bo roboty drogowe powodowały korek.. A później wybrałam się z dziewczynami, żeby uczcić moje 15-ste urodziny, które są jutro :P Zaprosiłam je do pizzeri, oczywiście tylko sałatkę pekińską zjadłam :D Później do syfu pt. McDonald's. Zamówiłam sobie espresso, a dały mi lodowe espresso. Cóż. Trochę lodu. Jak mi się zdaje 120 kcal. Spaliłam je idąc na stadion, a później do parku. Dostałam masę świetnych rzeczy, mam mega dużo zdjęć, no i uśmiech na twarzy. Nic nie poradzę.. Chciałabym szybko usnąć..
Albo nie. Dotrwać do dwunastej.. I świętować we własnym towarzystwie mój dzień.
Całusy
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#4

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 09:44:44
Taa. Wczorajszy dzień, mimo, że zdarzyło się w nim wiele, wydaje mi się tak odległy, jak pierwszy dzień w zerówce. Pamiętam wszystko, można powiedzieć ze szczegółami, ale jest dla mnie dziwnie nierealny. Może sprawiła to dzisiejsza pobudka? Otóż, jak to zawsze gdy jest pogoda, rano wybieram się biegać. Nie jakoś strasznie dużo, ale staram się trzymać tempo. Taki jogging. Ot tak. Namówiłam wczoraj Amelię żeby ze mną poszła :D Właściwie to chyba za dużo czasu spędziłyśmy w parku na huśtawkach, ale ona dziś wyjeżdża do Polanicy (na turniej chyba), wraca w czwartek, pierze ciuchy i w piątek leci do Włoch, na Mistrzostwa Europy. Wraca dziesiątego września. Będę trzymać kciuki kochana :* Ona zawsze jest w pierwszej piątce, a w Mistrzostwach Świata w dziesiątce. Co ja gadam. Właściwie to w piątce xD Ach, a Amelka to tylko.. Jej przyszłe trzecie imię. Na pierwsze ma Ola, ale stwierdziłam, że Amely lepiej do niej pasuje :D No nic. Pogadałyśmy, pośmiałyśmy się.. Boję się żeby kontakt nam się nie urwał.. Bo od podstawówki chodziłyśmy do jednej klasy, później połowę gimnazjum też. Połowę, ponieważ pół roku temu zmieniłam szkołę. Czemu? Bo nienawidziłam tamtej. Czysta nienawiść. No i po półtora roku (straconym) w tamtej szkole, teraz z uśmiech wracam do mojej <3 Ale wracają do Amel.. Ona chce iść do innego liceum niż ja, i do tego na inny profil.. Wiem, wiem.. To już LO.. Ale będzie mi smutno :( Ona mat-fiz, ja biol-chem.. A jak Nessie wybierze humanistyczny, to się powieszę. Ale ona przynajmniej jak nie hum. to biol-chem. Ja hum. nie chce, bo, po pierwsze, nie wiąże się z moją narzuconą przyszłością, a po drugie, chyba bym dostałam depresji z tyloma godzinami polskiego i historii. Nie żebym coś miała specjalnego do polskiego. Mam piątkę. Zawsze miałam. W podstawówce szóstkę.. Ale.. Jakoś wolę biologię. Ba. Ja kocham biologię. A jeżeli chodzi o historię, to podobnie jak z polskiego i każdego innego przedmiotu mam pięć... Ale po prostu nienawidzę tych dat, wydarzeń, królów i ich pomysłów na życie. Ok, żyli dawno dawno temu, wiele epok i stuleci do tyłu, ale żadnego za szczególnie nie lubię. A więc sto razy bardziej wolę chemię (choć jak do tej pory nie miałam szczęścia do chemiczki) czy matmę (a właściwie algebrę). Wracając do problemu z liceum.. Czy boję się zmian? A niby dlaczego mam się ich bać? Zmieniłam gimnazjum z własnej, nieprzymuszonej woli, wiedziałam że to będą inni ludzie, inne środowisko, inny świat.. Ale odnalazłam się w nim. Jest mi tam dobrze. Sporo osób znam z podstawówki, klasa jest naprawdę spoko :) Dziękuję moim rodzicom, ze w ostatniej chwili zgodzili się mnie przenieść. No i oczywiście panu burmistrzowi, bez którego zapewne nie znalazłoby się miejsce w wybranej przeze mnie klasie. Ha. Nawet szkole (;
W przyszłości nie popełnię tych samych błędów. Będę słuchać samej siebie, a nie rodziców. Tak tak. Dobrze wnioskujecie. To oni mi wybrali klasę z dodatkowym niemieckim. Ech, o było okropne. Same strasznie nudne osoby, tylko kilkoro ludzi "do życia".. Ach, co ja mówię. Na palcach jednej ręki wyliczę.
Ach, brat mnie zwala z komputera. ;/

Co do wagi. Dziś jest 55 kg.
Ach, i zapowiadam moją nieobecność. Otóż wyjeżdżam dziś do Zakopanego. Do piątku. Jeżeli złapię wi-fi, to napiszę, jeśli nie, to trudno :P.
w każdym razie, całusy :*
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#3

niedziela, 16 sierpnia 2009 11:07:27
To mnie powoli wykańcza. Dzisiejszy poranek był okropny. Zawieźli mnie do szpitala. W szpitalu od razu mierzenie ciśnienia- za wysokie, i różne inne głupie rzeczy, których nie chce pamiętać. Odwodnienie. Pusty żołądek. Od razu, szklanka wody, duszkiem. A później jakieś 2 owoce. Wodniste. Nie wiem, co to było. Chyba nektarynka. Chyba, bo naprawdę nie pamiętam. Wiem, że było mi słabo. Bardzo słabo. Wiem, że pytali, czy jestem na jakiejś diecie. Ale nie odpowiadałam. Co miałam powiedzieć? Ach, pani doktorze, ja tylko od kilku ostatnich dni, nie jem więcej niż 100 kcal. Tak dla zabawy. A, i jeszcze biorę tabletki na odchudzanie. Linea. Mówi, to panu coś? Ach, i jeszcze jedno. Ana jest moją przyjaciółką. Taa. Zamiast tego tylko się rozpłakałam. Chciał mnie zostawić na obserwacji, przynajmniej do czasu, aż moje serce się uspokoi. Zaczęłam krzyczeć, że chcę do domu. Wypuścili mnie. W samochodzie, rodzice wcisnęli mi jeszcze sok pomarańczowy. 44 kcal. W sumie, to dziś rano zjadłam więcej kalorii, niż przez dwa poprzednie dni. W domu, chcieli mi jeszcze wcisnąć miseczkę płatków z mlekiem. Uwierzcie, ja naprawdę chciałam je zjeść. Ale jak tylko wzięłam je do ust, poczułam wstręt. Po pierwsze, nie jem mleka więcej niż 0,5%, a to było 2,0%! A po drugie, tak jak już wspomniałam wcześniej, wstręt. Nie mogłam więcej zjeść. Wiem że mój organizm potrzebuje więcej, ale ja nie mogłam. Gdy rodzice odeszli, wrzuciłam wszystko do muszli. Jest chora psychicznie. Ale nie umiem już jeść. Nie czuję ku temu ochoty. Co więcej, mój przełyk się buntuje. Staje mi w gardle. Chce mi się wymiotować. To okropne. Pogoń za byciem chudą tak się kończy. Pewnie ważę teraz jakieś 55,5 kg. Nie wiem. Nie ważyłam się dziś pierwszy raz od... ? Trudno powiedzieć. Ale z drugiej strony.. Gdy patrzę na moje grube nogi, wielki brzuch (ach, tak nawiasem, ostatnio byłam w łazience ee.. ? cztery dni temu? Albo pięć. Więc stoi mi wszystko w kiszkach. I do tego mam okres.. ;/), i twarz jak księżyc w pełni. Jestem okropna. Mogę przysiąc tylko jedno. Przestanę brać Linea. OBIECUJĘ. A przynajmniej w najbliższym czasie. I pić dużo wody.. Tak. To chyba koniec na dziś. Tak.. Zaraz przyjdzie po mnie Nessie. Będzie jedyną osobą której o tym powiem.. Nie chcę powiedzieć o tym nikomu więcej. Ale czuj potrzebę po prostu najzwyklejszego wygadania się przyjaciółce..

xoxo, Anabells.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#2 c.d

sobota, 15 sierpnia 2009 11:00:47
To jest okropne :( Ona jest okropna. "MALUTKA, GRUBIUTKA I BRZYDKA" Nie chce słyszeć więcej takich słów od matki ! Ach, i brat stwierdził, że wyglądam jak BRZYDULA. ŚWIETNIE.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

#2

sobota, 15 sierpnia 2009 10:36:21
Schudłam. Pół kilograma. 56. Wczorajszy dzień: kawa, nektarynka, fasola szparagowa, jabłko, jabłko. Wiem, wiem. Za dużo. Ale fasole mama mi kazała zjeść, a nektarynkę wzięłam, żeby się nie czepiała. No a jabłka.. Cóż.. Uwielbiam jabłka. Można się nimi totalnie zapchać :D Ostatni "posiłek": 17:15. Wieczorem, 50 brzuszków, 30 nożyc, rowerek. Na więcej nie miałam siły..
A dziś.. Jabłko. No i zaraz jak skończę, Linea. Matka się drze, że do kościoła nie mogę się ubrać, tak jak się ubrałam ;/ MASAKRA. Taaa, pewnie dziś znowu mi wcisną fasolę szparagową. A ok. 17:00 jabłko. No i kawa. I duużo wody z cytryną (szybciej spala kalorie)

Całusy :*
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

poprzednie życie. wstęp.

piątek, 14 sierpnia 2009 14:11:59
Cześć.
Rozpoczęłam pisanie bloga, ponieważ potrzebne mi wsparcie. Zaczynam sobie nie radzić z poprzeczką, jaką sobie postawiłam. Moje życie zawsze przypominało film, w którym otyła, nieśmiała dziewczyna grała pierwsze skrzypce. Tak tak. Nienaganne oceny w szkole, kultura, pomaganie wszystkim na około, a do tego rodzice z świetną pracą.. Jednym słowem można by powiedzieć: ideał. Ale jak to zawsze bywa, nie wszystko jest takie kolorowe, jak się wszystkim wydaje. Ta dziewczyna przechodziła piekło. Rodzice wymagali od niej ZA dużo. Czasami po prostu kładła się na łóżku i płakała do poduszki. 'Nasza Ania będzie lekarzem'. Właśnie. Kolejna sprawa. Oczywiście przyszłość mam zaplanowaną. Ach, tylko nie przeze mnie. Od kiedy zauważyli, że w szkole radzę sobie bardzo dobrze i nie jestem typowym kujonem, jedynie osobą obdarzoną pamięcią fotograficzną, a do tego zdolnością do przedmiotów ścisłych, ich celem jest zrobienie z córki lekarza. Cóż, jedyny problem jest w tym, że nie mogę patrzeć sięna operacje, na to wszystko, włączając sobie czasami jakiś program pokroju "Polsat Zdrowie i Uroda'. Tak, ale dla nich to szczegół. Ok, ale trochę odbiegłam od tematu, który będzie przewodnim tego bloga.
Moja mama zawsze chciała mieć idealne dzieci. Trochę jej się to nie udało. Ona jest szczupłą, długowłosą blondynką, mierzącą metr sześćdziesiąt cztery, z kilkoma fakultetami i cotygodniowymi zakupami. Tata. Typowy biznesmen. Żyje kartkami, przelewami, kontaktami. Fan motoryzacji. Brat. Bartek. Dziesięciolatek. Nie zbyt niski, szczupły blondyn. Urodę odziedziczył po mamie. Nic dodać nic ująć. Wada: totalny brak pamięci. Kujon. Żeby mieć dobre oceny cały dzień jest przykuty do książek (przez rodziców). Maskotka wszystkich co go nie znają (+rodziców). Dla mnie jest okropny. Zarozumiały. Samolubny. Uważa, że to jemu wszystko się należy. Nie podzieli się absolutnie niczym. Wpada w furię gdy dotknę jego rzeczy. Oczywiście mamusia&tatuś niczego nie widzą.
Ja. Ana. Anabells. Nieudana istota stworzona przez chyba matkę naturę. Obdarzona inteligencją, rozumem, ale niczym poza tym. Można by powiedzieć: szara myszka, brzydkie kaczątko. Najbardziej raniące słowa? 'Och Ania. Tak dobrze się uczysz. Nie przejmuj się, że nie jesteś jakoś specjalnie urodziwa, ani z figurą modelki. Coś za coś.' ACHA! Nigdy więcej takich słów. To one doprowadziły mnie do takie stanu w jakim jestem teraz. Ach, przepraszam. To i jeszcze słowa rodziców i brata: 'jesteś za gruba', 'wstydzę się z Tobą pokazać na ulicy', 'wszyscy mówią, ze matka wygląda lepiej niż córka, grubasie', 'gruba maciora'.. Tak.. Cóż, usłyszeć od ojca słowa kierowane do Ciebie: 'gruba maciora', nie jest miło uwierzcie. Dlatego właśnie od końca czerwca się katuję. Inaczej tego nie można nazwać. Nie jem, piję, ćwiczę. Efekty? 7,5 kg mniej. Pomoc farmakologiczna? Linea. Trzy razy dziennie.Zaczęłam trzecie opakowanie. Każde po 60 tabl. Oczywiście bez wiedzy jakże kochanych rodziców. Co teraz słyszę? 'Ania zjedz coś. Tak nie można! Musisz coś jeść!' Biorę nektarynkę. 'Za niedługo będę Cię wozić do psychiatry! Chcesz się zabić?' Wychodzę z pokoju. 'Przestań się odchudzać! Wyglądasz dobrze!' Ach, ale trochę za późno jak dla mnie, na takie refleksje. Teraz już nie odpuszczę. Przede mną jeszcze 8,5 kg. Czuję obrzydzenie do swojego ciała, i pokochałam uczucie głodu. Wiem, to już nie jest normalne. Ale decyzja jaką podjęłam, była słuszna. Nie chcę więcej słyszeć obelg pt. 'Schudnij wreszcie!'.
Najgorsze jest to, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. A są chwilę załamania. Dlatego mam nadzieję, że znajdę oparcie w czytających tego bloga. Naprawdę Was potrzebuję!


Dziś..
Cóż. Pobudka jak zwykle: 8.50a.m.
Sprzątanie. Podwórko. Pogadanka z p. Małgosią. Kawa. Komputer. Nektarynka (przy mamie). Jabłko (żeby się napchać). Właściwie tak wygląda każdy dzień..
Wczoraj byłam z mamą w Galerii. Mam nowe czarne trampki i sukienko-tunikę (czarną) na rozpoczęcie roku od Leo Lazzi. Jest na serio świetna. Taa. Ale mam jeszcze ochotę na białe, krótkie martensy :D Zmieniam styl.. Tak. To chyba najlepszy moment.
To tyle na dziś.

Wzrost: 158 cm.
Waga początkowa: 64 kg.
Waga teraz: 56,5 kg
Cel: 48 kg.
BMI początkowe:25,6
BMI teraz: 22,4
BMI końcowe: 19,2

xoxo.
Nastrój: rutyna
Kategoria: brak kategorii
tagi:




|Lay&html by Summer Credits: Buzznet|